barcelona

W pustyni i w puszczy, rozdział 20, str. 2

126
Żywności w ogóle było skąpo, gdyż z powodu wyludnienia kraju
nie można było dostać ani prosa, ani bananów, ani ryb, których w
dawnych czasach dostarczali karawanom Murzyni z pokoleń Szylluk
i Dinka, wymieniając je chętnie na paciorki szklane i drut mosiężny.
Hatim nie dał jednak dzieciom mrzeć głodem, a co więcej, trzymał
krótko Gebhra i gdy ów raz na noclegu uderzył Stasia przy
zdejmowaniu siodeł z wielbłądów, kazał go rozciągnąć na ziemi i
wyliczyć mu po trzydzieści razów w każdą piętę bambusem. Okrutny Sudańczyk przez dwa dni mógł chodzić tylko na palcach i przeklinał chwilę, w której opuścił Fajum, i mścił się na młodym, darowanym sobie niewolniku, imieniem Kali. Staś z początku prawie rad był, że opuścili zapowietrzony Omdurman i że widzi kraje, o których
tłumacz piaseczno marzył zawsze. Jego silny organizm wytrzymywał dotychczas doskonale trudy podróży, a obfitsze pożywienie wróciło mu energię. Nieraz znów w czasie drogi i na postojach szeptał do ucha siostrzyczce, że uciec można i znad Białego Nilu i że wcale nie zaniechał tego zamiaru. Lecz niepokoiło go jej zdrowie.
Po trzech tygodniach od dnia wyjazdu z Omdurmanu Nel nie zapadła wprawdzie jeszcze na febrę, ale twarz jej schudła i zamiast opalić się, stawała się coraz przezroczystsza, a jej małe rączki wyglądały jakby ulepione z wosku. Nie brakło jej starań ani nawet takich wygód, jakie Staś i Dinah mogli jej przy pomocy Hatima zapewnić, ale brakło zdrowego powietrza pustyni. Wilgotny i upalny klimat w połączeniu z trudami drogi podkopywał coraz bardziej siły wątłego dziecka.

2008-10-17 10:13:16