Sklepy cynamonowe,sierpień,2 |
Muchy budzą się spłoszone i podnoszą wielkim, huczącym rojem, pełnym wściekłego bzykania, błysków i migotań. I podczas gdy gałgany zsypują się na ziemię i rozbiegają po śmietnisku jak spłoszone szczury, wygrzebuje się z nich, odwija zwolna jądro, wyłuszcza się rdzeń śmietniska:
na wpół naga i ciemna kretynka dźwiga się powoli i staje, podobna do bożka pogańskiego, na krótkich dziecinnych nóżkach, a z napęczniałej napływem złości szyi, z poczerwieniałej, ciemniejącej od gniewu twarzy, na której jak malowidła barbarzyńskie wykwitają arabeski nabrzmiałych żył, wyrywa się wrzask zwierzęcy, wrzask chrapliwy, dobyty ze wszystkich bronchij i piszczałek tej półzwierzęcej-półboskiej piersi. Bodiaki, spalone słońcem, krzyczą, łopuchy puchną i pysznią się bezwstydnym mięsem, chwasty ślinią się błyszczącym jadem, a kretynka, ochrypła od krzyku, w konwulsji dzikiej uderza mięsistym łonem z wściekłą zapalczywością w pień bzu dzikiego, który skrzypi cicho pod natarczywością tej rozpustnej chuci, zaklinany całym tym nędzarskim chórem do wynaturzonej, pogańskiej płodności. Matka Tłui wynajmuje się gospodyniom do szorowania podłóg. Jest to mała, żółta jak szafran kobieta i szafranem zaprawia też podłogi, jodłowe stoły, ławy i szlabany, które tłumaczenie w izbach ubogich ludzi zmywa. Raz zaprowadziła mnie Adela do domu tej starej Maryśki. Była wczesna poranna godzina, weszliśmy do małej izby niebiesko bielonej, z ubitą polepą glinianą na podłodze, na której leżało wczesne słońce, jaskrawożółte w tej ciszy porannej, odmierzanej przeraźliwym szczękiem chłopskiego zegara na ścianie. W skrzyni na słomie leżała głupia Maryśka, blada jak opłatek i cicha jak rękawiczka, z której wysunęła się dłoń. I jakby korzystając z jej snu, gadała cisza, żółta, jaskrawa, zła cisza, monologowała, kłóciła się, wygadywała głośno i ordynarnie swój maniacki monolog. Czas Maryśki - czas więziony w jej duszy, wystąpił z niej straszliwie rzeczywisty i szedł samopas przez izbę, hałaśliwy, huczący, piekielny, rosnący w jaskrawym milczeniu poranka z głośnego młyna-zegara, jak zła mąka, sypka mąka, głupia mąka wariatów. |
| 2008-11-06 21:24:21 |
Inne artykuły :
- Sprzedaż, reklama cd
- Europa w Rawie Mazowieckiej
- Ostrożnie przy kupnie działki
- W pustyni i w puszczy, rozdział 9, str 4
- W pustyni i w puszczy, rozdział 21, str. 1
- W pustyni i w puszczy, rozdział 25, str. 5
- W pustyni i w puszczy, rozdział 35, str. 2
- W pustyni i w puszczy, rozdział 40, str. 3
- W pustyni i w puszczy, rozdział 44, str. 4
- W pustyni i w puszczy, zakończenie, str. 5
- Regulacja położenia fotela kierowcy
- Boccaccio - Sokół
- PAN TADEUSZ, KSIĘGA PIERWSZA
- PAN TADEUSZ, KSIĘGA DZIEWIĄTA
- 365 dni do sukcesu
- Blogi od A do... sławy i pieniędzy
- Krasicki, Monachomachia, pieśń 2
- Maeterlinck, Ślepcy
- Klient gotówkowy to skarb
- Siłaczka
- Powiało optymizmem
Polecane :
- tłumacz rosyjski
- drukarnia warszawa
- foldery
- tłumacz hiszpański
- wynajem biura
- kupię działkę
- tłumacz rosyjski
- suplementy
- pompa ciepła
- golf 3 instrukcja