Prus Lalka, Tom 1 rozdział 19

PIERWSZE OSTRZEŻENIE Była pierwsza w południe, kiedy pan Ignacy zbliżał się do sklepu, zawstydzony i niespokojny. Jak można zmarnować tyle czasu. w porze największego ruchu interesantów?. A nuż w dodatku stało się jakie nieszczęście?:. I co za satysfakcja włóczyć się po ulicach w upał, wśród kurzu i zapachu prażonych asfaltów!.
Istotnie, dzień był wyjątkowo gorący i jaskrawy: chodniki i kamienie ziały żarem, blaszanych szyldów ani latarniowych słupów nie można było dotknąć ręką, a z nadmiaru światła panu Ignacemu zachodziły łzami oczy i czarne płatki zasłaniały
tłumacz przysięgły warszawa mu pole widzenia.
"Gdybym był Panem Bogiem - myślał - połowę lipcowych upałów zachowałbym na grudzień." Nagle spojrzał na wystawę sklepową (właśnie mijał okna) i osłupiał. Wystawa już drugi tydzień nie odnowiona!. Te same brązy, majoliki, wachlarze, te same neseserki, rękawiczki, parasole i zabawki!. Czy widział kto podobne zgorszenie? "Ależ ja jestem podły człowiek! - mruknął do siebie. - Onegdaj spiłem się, dziś włóczę się. Diabli wezmą budę, jak amen w pacierzu." Ledwie wszedł do sklepu, niepewny, co mu więcej cięży: serce czy nogi - gdy w tej chwili porwał go Mraczewski. Już był ostrzyżony na sposób warszawski, uczesany i uperfumowany jak dawniej i przez amatorstwo obsługiwał przychodzących gości, sam będąc gościem, jeszcze z tak dalekich okolic. Miejscowi panowie nie mogli wyjść z podziwu. - A bój się pan Boga, panie Ignacy - zawołał - trzy godziny czekam na pana! Wyście tu wszyscy głowy potracili. Wziął go pod ramię i nie zważając na paru obecnych gości, którzy ze zdumieniem patrzyli na nich, pędem zaciągnął Rzeckiego do gabinetu, gdzie stała kasa. Tu osiwiałego w swoim zawodzie subiekta pchnął na twardy foteli stanąwszy przed nim z załamanymi rękoma, jak zrozpaczony Germont przed Violettą, rzekł: - Wiesz pan co.
Prus Lalka, Tom 1 rozdział 19 tłumacz przysięgły warszawa fragment 20

2008-11-07 17:05:59