barcelona

PAN TADEUSZ, KSIĘGA DZIEWIĄTA



Stodoła już daleko; bojąc się odwodu
Długiego, Ryków skoczył pod parkan ogrodu,
Tam pierzchającą rotę zatrzymuje w biegu,
Szykuje, lecz szyk zmienia: z jednego szeregu
Robi trójkąt, klin ostry wystawując z przodu,
A dwa boki opiera o parkan ogrodu. Dobrze zrobił, bo jazda nań od zamku wali. Hrabia, który był w zamku pod
tłumacz piaseczno strażą Moskali, Gdy pierzchła straż zlękniona, dworzan na koń wsadził I słysząc strzały, w ogień jazdę swą prowadził, Sam na czele z żelazem nad głowę wzniesionem. Wtem Ryków krzyknął: "Ognia pół-batalijonem!" Przeleciała po zamkach wzdłuż nitka ognista I z czarnych rur wytkniętych świsnęło kul trzysta. Trzech jezdnych padło rannych, jeden trupem leży. Padł koń Hrabi, spadł Hrabia; Klucznik krzycząc bieży Na ratunek, bo widzi, jegry na cel wzięli Ostatniego z Horeszków, chociaż po kądzieli.
Robak był bliższy, Hrabię ciałem swym zakrywa,
Dostał za niego postrzał, spod konia dobywa,
Uprowadza; a szlachcie każe się rozstąpić,
Lepiej mierzyć, postrzałów nadaremnych skąpić,
Kryć się za płoty, studnię, za ściany obory;
Hrabia z jazdą ma czekać sposobniejszej pory.

Plany Robaka pojął i wykonał cudnie
Tadeusz; stał ukryty za drewnianą studnię,
A że trzeźwy i dobrze strzelał z dubeltówki
(Mógł trafić do rzuconej w powietrze złotówki),
Okropnie razi Moskwę, starszyznę wybiera,
Za pierwszym zaraz strzałem ubił feldfebera. Potem z dwóch rur raz po raz dwóch sierżantów sprząta, Mierzy to po galonach, to w środek trójkąta, Gdzie stał sztab; za czym Ryków gniewa się i dąsa. Tupa nogami, szpady swej rękojeść kąsa.
"Majorze Płucie, woła, co to z tego będzie?
Wkrótce tu nie zostanie nikt z nas przy komendzie!"

Więc Płut na Tadeusza krzyknął z wielkim gniewem:
"Panie Polak, wstydź się Pan chować się za drzewem,
Nie bądź tchórz, wyjdź na środek, bij się honorowie,
Po żołniersku". - A na to Tadeusz odpowie:
"Majorze! jeśli jesteś tak śmiałym rycerzem,
A czegoż ty się chowasz za jegrów kołnierzem?
Nie tchórzę ja przed tobą, wynidź no zza płotów,
Dostałeś w twarz, jam przecie bić się z tobą gotów!
Po co krwi rozlew! między nami była zwada,
Niechajże ją rozstrzygnie pistolet lub szpada. Daję ci broń na wybór, od działa do szpilki; A nie, to was wystrzelam jako w jamie wilki". I to mówiąc wystrzelił, a tak dobrze mierzył, Że porucznika obok Rykowa uderzył. "Majorze, szepnął Ryków, wyjdź na pojedynek I pomścij się za jego raniejszy uczynek. Jeśli tego szlachcica kto inny zabije, To Major widzi, Major hańby swej nie zmyje. Trzeba tego szlachcica na pole wywabić, Nie można z karabina, to choć szpadą zabić. "Co puka, to nie sztuka, to wolę, co kole", Mówił stary Suworów; wyjdź, Majorze, w pole, Bo on nas powystrzela; patrz, bierze do celu". Na to rzekł Major: "Ryków! miły przyjacielu, Ty jesteś zuch na szpady, wyjdź ty, bracie Ryków, Lub wiesz co? wyszlem kogo z naszych poruczników Ja major, ja nie mogę odstąpić żołnierzy, Do mnie batalijonu komenda należy". Słysząc to Ryków szpadę podniósł, wyszedł śmiało, Kazał ognia zaprzestać, machnął chustką białą.
PAN TADEUSZ, KSIĘGA DZIEWIĄTA tłumacz piaseczno fragment 140

2008-11-11 16:03:41