PAN TADEUSZ, KSIĘGA PIERWSZA |
Miała nad umysłami wielką moc ta tłuszcza;
Bo Pan Bóg, kiedy karę na naród przepuszcza,
Odbiera naprzód rozum od obywateli.
I tak mędrsi fircykom oprzeć się nie śmieli,
I zląkł ich się jak dżumy jakiej cały naród,
Bo już sam wewnątrz siebie czuł choroby zaród;
Krzyczano na modnisiów, a brano z nich wzory;
Zmieniano wiarę, mowę, prawa i ubiory.
Była to maszkarada, zapustna swawola, Po której miał przyjść wkrótce wielki post - niewola! Pamiętam, chociaż byłem wtenczas małe dziecię, Kiedy do ojca mego w oszmiańskim powiecie Przyjechał pan Podczaszyc na francuskim wózku, Pierwszy człowiek, co w Litwie chodził po francusku. Biegali wszyscy za nim jakby za rarogiem, Zazdroszczono domowi, przed którego progiem Stanęła Podczaszyca dwukolna dryndulka, Która się po francusku zwała karyjulka. Zamiast lokajów w kielni siedziały dwa pieski, A na kozłach niemczysko chude na kształt deski; Nogi miał długie, cienkie, jak od tłumacz przysięgły warszawa chmielu tyki, W pończochach, ze srebrnymi klamrami trzewiki, Peruka z harbajtelem zawiązanym w miechu. Starzy na on ekwipaż parskali ze śmiechu, A chłopi żegnali się mówiąc: że po świecie Jeździ wenecki diabeł w niemieckiej karecie. Sam Podczaszyc jaki był, opisywać długo, Dosyć, że nam się zdawał małpą lub papugą, W wielkiej peruce, którą do złotego runa On lubił porównywać, a my do kołtuna. Jeśli kto i czuł wtenczas, że polskie ubranie Piękniejsze jest niż obcej mody małpowanie, Milczał; boby krzyczała młodzież, że przeszkadza Kulturze, że tamuje progresy, że zdradza! Taka była przesądów owoczesnych władza! "Podczaszyc zapowiedział, że nas reformować, Cywilizować będzie i konstytuować; Ogłosił nam, że jacyś Francuzi wymowni Zrobili wynalazek: iż ludzie są rowni; Choć o tym dawno w Pańskim pisano zakonie I każdy ksiądz toż samo gada na ambonie. Nauka dawną była, szło o jej pełnienie! Lecz wtenczas panowało takie oślepienie, Że nie wierzono rzeczom najdawniejszym w świecie, Jeśli ich nie czytano w francuskiej gazecie. Podczaszyc, mimo równość, wziął tytuł markiża; Wiadomo, że tytuły przychodzą z Paryża, A natenczas tam w modzie był tytuł markiża. Jakoż, kiedy się moda odmieniła z laty, Tenże sam markiż przybrał tytuł demokraty; Wreszcie z odmienną modą, pod Napoleonem, Demokrata przyjechał z Paryża baronem; Gdyby żył dłużej, może nową alternatą Z barona przechrzciłby się kiedyś demokratą. Bo Paryż częstą mody odmianą się chlubi, A co Francuz wymyśli, to Polak polubi. "Chwała Bogu, że teraz jeśli nasza młodzież Wyjeżdża za granicę, to już nie po odzież, Nie szukać prawodawstwa w drukarskich kramarniach Lub wymowy uczyć się w paryskich kawiarniach. Bo teraz Napoleon, człek mądry a prędki, Nie daje czasu szukać mody i gawędki. Teraz grzmi oręż, a nam starym serca rosną, Że znowu o Polakach tak na świecie głośno; Jest sława, a więc będzie i Rzeczpospolita! Zawżdy z wawrzynów drzewo wolności wykwita. Tylko smutno, że nam, ach! tak się lata wleką W nieczynności! a oni tak zawsze daleko! Tak długo czekać! nawet tak rzadka nowina! Ojcze Robaku (ciszej rzekł do Bernardyna), Słyszałem, żeś zza Niemna odebrał wiadomość; Może też co o naszym wojsku wie Jegomość?" "Nic a nic" odpowiedział Robak obojętnie (Widać było, że słuchał rozmowy niechętnie), "Mnie polityka nudzi; jeżeli z Warszawy Mam list, to rzecz zakonna, to są nasze sprawy Bernardyńskie; cóż o tym gadać u wieczerzy? Są tu świeccy, do których nic to nie należy". Tak mówiąc spójrzał zyzem, gdzie śród biesiadników Siedział gość Moskal; był to pan kapitan Ryków; Stary żołnierz, stał w bliskiej wiosce na kwaterze, Pan Sędzia go przez grzeczność prosił na wieczerzę. Ryków jadł smaczno, mało wdawał się w rozmowę, Lecz na wzmiankę Warszawy rzekł podniósłszy głowę "Pan Podkomorzy! Oj Wy! Pan zawsze ciekawy O Bonaparta, zawsze Wam tam do Warszawy! He! Ojczyzna! Ja nie szpieg, a po polsku umiem,- Ojczyzna! ja to czuję wszystko, ja rozumiem! Wy Polaki, ja Ruski, teraz się nie bijem, Jest armistycjum, to my razem jemy, pijem. Często na awanpostach nasz z Francuzem gada, Pije wódkę; jak krzykną: ura! - kanonada. Ruskie przysłowie: z kim się biję, tego lubię; Gładź drużkę jak po duszy, a bij jak po szubie. PAN TADEUSZ, KSIĘGA PIERWSZA tłumacz przysięgły warszawa fragment 120 |
| 2008-11-11 15:55:46 |
Inne artykuły :
- Sprzedaż, reklama cd
- Teoria strun
- Milion złotych to już nie bariera
- W pustyni i w puszczy, rozdział 4, str.1
- W pustyni i w puszczy, rozdział 9, str 4
- W pustyni i w puszczy, rozdział 25, str. 5
- W pustyni i w puszczy, rozdział 35, str. 2
- W pustyni i w puszczy, rozdział 39, str. 6
- W pustyni i w puszczy, rozdział 45, str. 5
- Ładowanie baterii
- PRZYGOTOWANIE AUTOBUSU DO JAZDY
- JAK DZIAŁA OKO?
- Prus Lalka, Tom 1 rozdział 15
- PAN TADEUSZ, KSIĘGA PIERWSZA
- PAN TADEUSZ, KSIĘGA DZIEWIĄTA
- 365 dni do sukcesu
- Maeterlinck, Ślepcy
- Krasicki, Klatki
- Certyfikaty energetyczne i co dalej
- Klient gotówkowy to skarb
- Siłaczka
Polecane :
- tłumacz niemiecki
- biuro tłumaczeń
- mieszkanie olsztyn
- ulotki
- katalog nieruchomości
- drukarnie
- druk plakatów
- napisy do filmów
- wyposażenie kuchni hotelowych
- pozycjonowanie
- mapa Grudziądza
- plan marketingowy