PAN TADEUSZ, KSIĘGA DZIEWIĄTA

Wprawdzie oficer rotny, pan Nikita Ryków, Moskal,
tłumacz piaseczno lecz dobry człowiek, dał się udobruchać, Cóż, kiedy sam majora Płuta musiał słuchać. Ten Major, Polak rodem z miasteczka Dzierowicz, Nazywał się (jak słychać) po polsku Płutowicz, Lecz przechrzcił się; łotr wielki, jak się zwykle dzieje Z Polakiem, który w carskiej służbie zmoskwicieje. Płut stał z fajką przed frontem, w boki się podpierał I gdy mu kłaniano się, nos w górę zadzierał, A za odpowiedź, na znak gniewnego humoru, Wypuścił z ust kłąb dymu i poszedł do dworu.

A tymczasem Rykowa Sędzia ułagadza
I Asesora także na bok odprowadza;
Przemyślają, jak by rzecz zakończyć bez sądu,
A co jeszcze ważniejsza, bez mieszań się rządu
Więc do majora Płuta rzekł kapitan Ryków:

"Panie Major! co nam z tych wszystkich niewolników?
Oddamy pod sąd? będzie szlachcie wielka bieda,
A Panu Majorowi nikt za to nic nie da. Wiesz co, Major? ot lepiej tę sprawę zagodzić, Pan Sędzia Majorowi musi trud nagrodzić, My powiemy, że my tu przyszli dla wizyty, A tak i kozy całe, i wilk będzie syty. Przysłowie ruskie: wszystko można, lecz ostrożnie; I to przysłowie: sobie piecz na carskim rożnie; I to przysłowie: lepsza zgoda od niezgody; Zaplątaj dobrze węzeł, końce wsadź do wody. Raportu nie podamy, tak się nikt nie dowie. Bóg dał ręce, żeby brać, to ruskie przysłowie".

Słysząc to Major wstaje i od gniewu parska:
"Czy ty oszalał, Ryków? to służba cesarska,
A służba nie jest drużba, stary, głupi Ryków!
Czy ty oszalał? ja mam puszczać buntowników!
W takim wojennym czasie! Ha, pany Polaki,
Ja was nauczę buntu! Ha, szlachta łajdaki,
Dobrzyńscy, oj, ja znam was, niech łajdaki mokną!
(I zaśmiał się na całe gardło, patrząc w okno). Wszakże ten sam Dobrzyński, co siedzi w surducie - Hej, zdjąć mu surdut! - w roku przeszłym na reducie Zaczął ze mną tę kłótnię, kto zaczął? on, nie ja.
On, gdy tańczyłem, krzyknął: "Precz, za drzwi złodzieja!"
Że wtenczas za pułkowej okradzenie kasy
Byłem pod śledztwem, miałem wielkie ambarasy,
A jemu co do tego? Ja tańczę mazura,
On krzyczy z tyłu: "Złodziej!" szlachta za nim: "Ura!"
Skrzywdzili mnie - a co? wpadł w me szpony szlachciura
Mówiłem: "Ej, Dobrzyński! ej, przyjdzie do woza
Koza" - a co? Dobrzyński, widzisz! będzie łoza". Potem Sędziemu szepnął schyliwszy się w ucho "Jeśli chcesz, Sędzio, żeby to uszło na sucho, Za każdą głowę tysiąc rubelków gotówką. Tysiąc rubelków, Sędzio, to ostatnie słówko". Sędzia chciał targować się; lecz Major nie słuchał, Znowu biegał po izbie, dymem gęsto buchał, Podobny do szmermelu albo do rakiety. Chodziły za nim prosząc i płacząc kobiety.
"Majorze, mówił Sędzia, choć pozwiesz do prawa,
Cóż wygrasz? tu nie zaszła żadna bitwa krwawa,
Nie było ran; że zjedli kury i półgąski,
Za to wedle statutu zapłacą nawiązki;
Ja na pana Hrabiego nie zanoszÄ™ skargi,
To tylko były zwykłe sąsiedzkie zatargi". "A czy Sędzia, rzekł Major, Żółtą Księgę czytał?" "Co to za Żółta Księga?" pan Sędzia zapytał.
"Księga, rzekł Major, lepsza niż wasze statuty,
A w niej pisze co słowo: stryczek, Sybir, knuty;
Księga ustaw wojennych, teraz w Litwie całéj
Ogłoszonych; już pod stół wasze trybunały,
Podług ustaw wojennych za takową psotę
Pójdziecie już to najmniej w sybirną robotę". "Apeluję, rzekł Sędzia, do gubernatora". "Apeluj, rzekł Płut, choćby do Imperatora.
PAN TADEUSZ, KSIĘGA DZIEWIĄTA tłumacz piaseczno fragment 40

2008-11-11 16:03:41